Nowości
klimatyzacja |Fundusze emerytalne |Zwiedzanie Wenecji
„Na wojnie jak i w życiu złe chwile splatają się z lepszymi. Wnet po odejściu pułkownika SchwarzenbergaCzernego zameldował się u mnie podporucznik rezerwy X, który opuścił Lwów wieczorem dnia poprzedniego i przedostał się do Brzuchowic poprzez linie niemieckie. Podporucznik nie umiał wytłumaczyć celu swojej wycieczki, w każdym razie jednak przyniósł mi niezmiernie ważne upewnienie, że Lwów broni się jeszcze. Twierdził on poza tym, że Niemcy ugrupowali się w taki sposób, jak gdyby oczekiwali nas od strony Kleparowa i Lewandówki, zaś wedle tego, co słyszał, w kierunku Zamarstynowa nie ma większych sił niemieckich.
Wnet potem gruchnęła wieść, że 11 DP, aczkolwiek z ciężkimi stratami, zdołała przebić się pod Lelechówką i jest już w Brzuchowicach! Na razie nie chciałem dać temu wiary; w głowie mi się po prostu pomieścić nie chciało, aby meldunek o przekroczeniu Wereszycy przez dywizję mógł nie dotrzeć do mnie w ciągu dnia poprzedniego. A jednak nieoczekiwana i radosna wiadomość wkrótce znalazła potwierdzenie w postaci łączników przysłanych ze sztabu dywizji.
Obydwa powyższe fakty stwarzały nową sytuację, z której niezwłocznie wyciągnąłem wnioski. Postanowiłem przebijać się do Lwowa. Wprawdzie siły nasze były już bardzo szczupłe, a konieczność prowadzenia walki na dwa fronty istniała nadal, wprawdzie trudno było liczyć, że uda się zaskoczyć przeciwnika, zbyt dobrze poinformowanego przez lotnictwo o naszych ruchach — ale z drugiej strony nie traciłem nadziei na współdziałanie garnizonu lwowskiego, a zwłaszcza brygady pułkownika Maczka, uzupełnionej przez batalion czołgów R 35. Debuszując z lasów brzuchowickich, wychodziliśmy na Hołosko, będące właściwie lwowskim przedmieściem, skąd nawiązanie bezpośredniej łączności bojowej z załogą nacierającą od wschodu wydawało się na pierwszy rzut oka nietrudne.“(1)
domy szczecin |wierszyki |
Na wojnie jak i w życiu złe
„Na wojnie jak i w życiu złe chwile splatają się z lepszymi. Wnet po odejściu pułkownika SchwarzenbergaCzernego zameldował się u mnie podporucznik rezerwy X, który opuścił Lwów wieczorem dnia poprzedniego i przedostał się do Brzuchowic poprzez linie niemieckie. Podporucznik nie umiał wytłumaczyć celu swojej wycieczki, w każdym razie jednak przyniósł mi niezmiernie ważne upewnienie, że Lwów broni się jeszcze. Twierdził on poza tym, że Niemcy ugrupowali się w taki sposób, jak gdyby oczekiwali nas od strony Kleparowa i Lewandówki, zaś wedle tego, co słyszał, w kierunku Zamarstynowa nie ma większych sił niemieckich.
Wnet potem gruchnęła wieść, że 11 DP, aczkolwiek z ciężkimi stratami, zdołała przebić się pod Lelechówką i jest już w Brzuchowicach! Na razie nie chciałem dać temu wiary; w głowie mi się po prostu pomieścić nie chciało, aby meldunek o przekroczeniu Wereszycy przez dywizję mógł nie dotrzeć do mnie w ciągu dnia poprzedniego. A jednak nieoczekiwana i radosna wiadomość wkrótce znalazła potwierdzenie w postaci łączników przysłanych ze sztabu dywizji.
Obydwa powyższe fakty stwarzały nową sytuację, z której niezwłocznie wyciągnąłem wnioski. Postanowiłem przebijać się do Lwowa. Wprawdzie siły nasze były już bardzo szczupłe, a konieczność prowadzenia walki na dwa fronty istniała nadal, wprawdzie trudno było liczyć, że uda się zaskoczyć przeciwnika, zbyt dobrze poinformowanego przez lotnictwo o naszych ruchach — ale z drugiej strony nie traciłem nadziei na współdziałanie garnizonu lwowskiego, a zwłaszcza brygady pułkownika Maczka, uzupełnionej przez batalion czołgów R 35. Debuszując z lasów brzuchowickich, wychodziliśmy na Hołosko, będące właściwie lwowskim przedmieściem, skąd nawiązanie bezpośredniej łączności bojowej z załogą nacierającą od wschodu wydawało się na pierwszy rzut oka nietrudne.“(1)
domy szczecin |wierszyki |