- przemówienie do Achmatowej którego
wpadki z nk |catering trójmiasto |Megavideo
„— przemówienie do Achmatowej, którego nie wygłosiłem; miałem wspomnieć o tym, jak po raz pierwszy zetknąłem się z jej poezją, jeszcze przed wojną, w jakiejś zadymionej salce na Starym Mieście (może w kamienicy Baryczków, w klubie „S"). Ktoś recytował przekład jej wiersza. Nie przypominam sobie tekstu, tylko rytm, namiętny, falujący, a jednocześnie otamowany precyzyjną formą. Nie sądziłem, że go zapamiętam — że go zapamiętałem. Jest to sprawa innej pamięci. Zapamiętuje się jakby wysokość, plafon cudzego wysiłku, i potem wyciąga się ręce, żeby go dosięgnąć. W pisaniu zdarzają się czasem takie rozpaczliwe chwile wyciągnięcia rąk ponad głowę, ku czyjejś wysokości (miałem to nawet pokazać i wyciągnąć ręce w górę — może lepiej, że do tego nie doszło), kiedy trzeba się wspomóc przypomnieniem wyższego pułapu. I ten przypadkiem posłyszany wiersz, którego treści nie zapamiętałem, jego wewnętrzna wibracja, jego sklepiony zarys — Achmatowa ma, sądzę, lat z górą siedemdziesiąt.
999999999955
To jest starość. Imponująca, potężna — ale starość. Włoskie dzienniki przypominają jej paryską przyjaźń z Mcdiglianim w latach dwudziestych. W moim drugim łódzkim okresie („Kuźnica"), w 1947 czy 48, czytałem godzące w nią krytyki publikowane w leningradzkich pismach, głośny był zwłaszcza atak Żdanowa. Straciła męża i syna, lata wojny — napomknęła o tym w rozmowie — spędziła bodaj w Taszkiencie. Nie porzucała twórczości; jej wiersze, z przerwami, wyłaniały się spod lawin, przebijały się przez milczenie. Ostatnio w Polsce ukazał się jej zbiorowy tom w przekładzie najlepszych poetów. Zastanawiałem się nad tym fenomenem talentu, który zniósł tak silne ciosy, mimo że zdawałby się do tego nie przeznaczony, mało obronny, intymny. Jak to się stało Czy w pełni uświadamiała sobie wybór, czy miała tylko szczęście polegające na braku wyboru — na bezwzględnym uwarunkowaniu jedną możliwością Talent jest czasem pojedynczym, wąskim, koniecznym objawieniem, ale w innych wypadkach może być z początku luźny, wielokształtny i dopiero później dociera do swojej konieczności sam ją sobie objawia. Patrząc na nią, tak mocno osadzoną w swej formie, w swoim charakterze — myślałem, ile mógłbym się od niej dowiedzieć, gdyby istniała przekazywalność doświadczeń. Mówię gdyby istniała, bo podejrzewam, że nie istnieje — że doświadczenia pokoleń i ludzi na ogół są zamknięte. Nie można przekazać innym własnej starości, wojny czy charakteru, wszystko musi się zawsze zaczynać od początku, na swój rachunek, jakby nic przedtem nie było, jakby pamięć mógł mieć tylko człowiek i tylko dla siebie. Jak gdyby ludzkość nie miała pamięci.“(9)
torebki damskie ze skóry |Kwatery kaszuby |Zwiedzanie Wenecji
„— przemówienie do Achmatowej, którego nie wygłosiłem; miałem wspomnieć o tym, jak po raz pierwszy zetknąłem się z jej poezją, jeszcze przed wojną, w jakiejś zadymionej salce na Starym Mieście (może w kamienicy Baryczków, w klubie „S"). Ktoś recytował przekład jej wiersza. Nie przypominam sobie tekstu, tylko rytm, namiętny, falujący, a jednocześnie otamowany precyzyjną formą. Nie sądziłem, że go zapamiętam — że go zapamiętałem. Jest to sprawa innej pamięci. Zapamiętuje się jakby wysokość, plafon cudzego wysiłku, i potem wyciąga się ręce, żeby go dosięgnąć. W pisaniu zdarzają się czasem takie rozpaczliwe chwile wyciągnięcia rąk ponad głowę, ku czyjejś wysokości (miałem to nawet pokazać i wyciągnąć ręce w górę — może lepiej, że do tego nie doszło), kiedy trzeba się wspomóc przypomnieniem wyższego pułapu. I ten przypadkiem posłyszany wiersz, którego treści nie zapamiętałem, jego wewnętrzna wibracja, jego sklepiony zarys — Achmatowa ma, sądzę, lat z górą siedemdziesiąt.
999999999955
To jest starość. Imponująca, potężna — ale starość. Włoskie dzienniki przypominają jej paryską przyjaźń z Mcdiglianim w latach dwudziestych. W moim drugim łódzkim okresie („Kuźnica"), w 1947 czy 48, czytałem godzące w nią krytyki publikowane w leningradzkich pismach, głośny był zwłaszcza atak Żdanowa. Straciła męża i syna, lata wojny — napomknęła o tym w rozmowie — spędziła bodaj w Taszkiencie. Nie porzucała twórczości; jej wiersze, z przerwami, wyłaniały się spod lawin, przebijały się przez milczenie. Ostatnio w Polsce ukazał się jej zbiorowy tom w przekładzie najlepszych poetów. Zastanawiałem się nad tym fenomenem talentu, który zniósł tak silne ciosy, mimo że zdawałby się do tego nie przeznaczony, mało obronny, intymny. Jak to się stało Czy w pełni uświadamiała sobie wybór, czy miała tylko szczęście polegające na braku wyboru — na bezwzględnym uwarunkowaniu jedną możliwością Talent jest czasem pojedynczym, wąskim, koniecznym objawieniem, ale w innych wypadkach może być z początku luźny, wielokształtny i dopiero później dociera do swojej konieczności sam ją sobie objawia. Patrząc na nią, tak mocno osadzoną w swej formie, w swoim charakterze — myślałem, ile mógłbym się od niej dowiedzieć, gdyby istniała przekazywalność doświadczeń. Mówię gdyby istniała, bo podejrzewam, że nie istnieje — że doświadczenia pokoleń i ludzi na ogół są zamknięte. Nie można przekazać innym własnej starości, wojny czy charakteru, wszystko musi się zawsze zaczynać od początku, na swój rachunek, jakby nic przedtem nie było, jakby pamięć mógł mieć tylko człowiek i tylko dla siebie. Jak gdyby ludzkość nie miała pamięci.“(9)
<<<< Kiedy Theo wrócił
| Tymczasem dokoła tej sprawy >>>>
torebki damskie ze skóry |Kwatery kaszuby |Zwiedzanie Wenecji